Lewocza to malowniczo położone pośród wzgórz miasto na Słowacji. Pierwsze
wzmianki o Lewoczy pochodzą z XIII wieku za sprawą saskich osadników. Dogodne
położenie osady na ważnym trakcie handlowym szybko przyczyniło się do rozwoju
miasta. Już w XIV wieku miało przywilej wolnego miasta królewskiego. Stopniowo
też stało się najokazalszym miastem Spisza. Lata XV i XVI wieku to okres jego
największego rozkwitu. Powstało wiele okazałych budowli, będących oznaką
dobrobytu jego mieszkańców.
Sporo z tych obiektów zachowało się do dnia dzisiejszego. Już dojeżdżając do
miasta widać z oddali smukłe sylwetki wież kościołów i jego zwartą zabudowę.
Kilka tygodni temu odwiedziłem małą bawarską miejscowość Pleystein. Miasteczko
położone jest wokół malowniczej skały Kreuzberg, na której szczycie znajduje się
kościół pw. św. Krzyża.
Kościółek jest stosunkowo młody, gdyż pochodzi z początku XX wieku. Zastąpił
poprzedni, który również był w tym samym miejscu, ale spłonął w 1901 roku
podczas pożaru miasta.
Kwarcowa skała jest pochodzenia wulkanicznego i liczy sobie około 300 mln lat.
Jej widok w centrum miasta zaskakuje i stanowi o jej atrakcyjności. Kościół na
jej szczycie stanowi miejsce pielgrzymkowe. Wierni mogą wejść na jej szczyt
specjalnie wybudowanymi schodami albo wytyczoną drogą. Wybieram schody. Cały
czas mam widok na kościół.
Wnętrze kościółka chyba było niedawno odnawiane, bo zaskakuje czystością.
Jednonawowe pomieszczenie jest bogato zdobione polichromiami.
Miejsce sprzyja modlitwie. Nie niepokojony, powoli przyglądam się elementom
wystroju kościoła.
Ze szczytu skały mamy widok na położone u jego stóp miasteczko.
Przy drodze, którą teraz schodzę ze wzniesienia znajdują się stacje pątnicze.
Na koniec jeszcze jeden widok na kościół i budynek klasztoru oświetlonych
promieniami zachodzącego słońca.
Tydzień temu zapowiadano prawdziwie wiosenny dzień z dwucyfrową temperaturą.
Takiej okazji nie można było nie wykorzystać. Postanowiliśmy udać się na Jurę i
zobaczyć zamek w Pieskowej Skale. Niestety, obecnie trwa tam remont i zamek nie
jest dostępny do zwiedzania. Szybko zmieniliśmy lokalizację. Kolejnym miejscem
były ruiny zamku w Rabsztynie. Tu również trwa remont i można było tylko
pospacerować wokół jego murów. Przypomniałem sobie wtedy o mało znanym zamku w
Smoleniu. Co prawda kiedyś już tam byłem, ale było to ponad trzydzieści lat
temu.
Powroty mają to do siebie, że mogą człowieka rozczarować. Szczególnie po tylu
latach. Czy zamek mnie rozczarował ? Wręcz przeciwnie. Pamiętałem trudno
dostępne, zarastające lasem ruiny z niedostępną wieżą. Wiele miejsc groziło
zawaleniem. Tymczasem zastaliśmy odnowione ruiny, zabezpieczone przed dalszym
niszczeniem. Do zwiedzania udostępniono fragmenty murów oraz wieżę. Również
teren wokół zamku został ładnie zagospodarowany, powstały wiaty, miejsca na
ognisko i parking.
Zamek został zlokalizowany na stożkowym wzniesieniu. Jest otoczony lasem. Idąc
przez niego wytyczoną ścieżką cały czas mamy widok na sylwetkę zamku.
Petite France to nazwa niezwykle malowniczej dzielnicy Strasburga. Większość jej
zabudowy stanowią szachulcowe domy z przełomu XVI i XVII wieku. Położona nad
rzeką Ill i jej licznymi kanałami dzielnica przyciąga tysiące turystów.
Dawniej była to dzielnica rybaków i garbarzy. Pamiątką po ich profesji są
zachowane do dzisiaj nazwy ulic. Obecnie królują tutaj liczne kawiarnie i
restauracje oraz hotele. To tutaj możemy się napić aromatycznej kawy, czy
skosztować miejscowego dania - flammeküeche.
Nazwa dzielnicy pochodzi od szpitala leczącego żołnierzy cierpiących na syfilis,
zwanego również chorobą francuską.
Zapraszam na spacer po tej pełnej kolorów dzielnicy.
Koniec XIX i początek XX wieku był dla Górnego Śląska okresem dynamicznego
rozwoju przemysłu górniczego i hutniczego. Powstawały liczne kopalnie, huty i
towarzyszące im zakłady przemysłowe. Szybko okazało się, że liczba osób
mieszkająca na tym terenie jest niewystarczająca, aby zapewnić pełne
zatrudnienie. Chcąc pozyskać nowych pracowników wokół zakładów przemysłowych
budowano tzw osiedla patronackie. Były to całe kompleksy budynków mieszkalnych i
socjalnych, łącznie z kościołami, szkołami i sklepami. Dbano również o rozwój
kulturalny i rekreację mieszkańców. Były zakładane niewielkie parki, budowano
łaźnie, baseny, kina i teatry.
Jak na tamte czasy, mieszkania zapewniały wysoki standard. Miały kuchnie i jeden
lub dwa pokoje oraz toaletę, przeważnie na klatce schodowej. Pomiędzy domami
znajdowały się jeszcze wydzielone kwartały przeznaczone na ogródek z małymi
komórkami, gdzie mieszkańcy sadzili warzywa i trzymali zwierzęta, najczęściej
kury, kaczki i króliki. Domy przeznaczone dla pracowników nadzoru zapewniały
jeszcze wyższy standard, więcej pokoi oraz posiadały łazienki w mieszkaniu.
Łącznie na terenie Górnego Śląska wybudowano około 250 takich osiedli. Wiele z
nich istnieje do dzisiaj. Można je spotkać w śląskich miastach.
Jednym z najbardziej znanych osiedli jest katowicka dzielnica Nikiszowiec.
Trafiłem tam późnym popołudniem i z miejsca mnie to miejsce oczarowało swoją
zabudową. W promieniach zachodzącego słońca budynki nabrały plastyczności.