niedziela, 14 lutego 2016

Werona

W ten walentynkowy dzień zapraszam na romantyczny spacer po Weronie, mieście zakochanych. Werona jest malowniczo położona nad rzeką Adygą, która w tym miejscu tworzy dwa zakola w kształcie dużej litery S.



Widoczny na zdjęciu most pochodzi z I wieku i nosi nazwę Ponte Pietro. W czasie II wojny światowej został wysadzony w powietrze. Dopiero w latach pięćdziesiątych XX wieku odbudowano go wykorzystując wyłowione z rzeki kamienie.

Idąc wzdłuż jej brzegów mamy ładny widok na kościół św. Anastazji z XIII wieku.



Po drugiej stronie rzeki na wzniesieniu stoi Castello San Petro, zamek obronny, gdzie stacjonowały wojska dla obrony miasta.



Malowniczymi zaułkami udajemy się do zabytkowego centrum miasta.






Po chwili docieramy do małego romańskiego kościółka Santa Maria Antica, przed którym znajdują się grobowce rodu Scaligerich.



To arcydzieło gotyckiej sztuki rzeźbiarskiej kryje w sobie szczątki dziewięciu przedstawicieli książęcego rodu. Scaligeri panowali w Weronie w XIII i XIV wieku i dali się poznać z jednej strony jako możni mecenasi sztuki, z drugiej zaś jako ród dążący do władzy po trupach i to dosłownie, nie szczędząc nawet członków własnego rodu.

Muszę przyznać, że dopiero w domu, oglądając zdjęcia doceniłem kunszt zdobień tych grobowców.









Kryte baldachimem grobowce są otoczone palisadą z kutego żelaza.









Na tarczach herbowych grobowców wyróżnia się drabina, symbol tego rodu (scala oznacza drabinę).



Jeszcze jedno ujęcie



i idziemy dalej.



Po chwili jesteśmy na Piazza del Signori, gdzie znajdowały się najważniejsze budynki miasta. Tu skupiała się władza tego państwa – miasta.



Dawny pałac Scaligerich i przyległy budynek Loggia del Consiglio, dawna sala obrad miejskich.






Tu również dopiero zbliżenia na detale pozwalają dostrzec całe piękno tych budowli.






Lew wenecki – symbol przejęcia władzy przez Wenecjan nad miastem w XIV wieku.



A tu ciekawostka, instytucja anonimowych donosów.



Na środku placu znajduje się pomnik Dantego, który często odwiedzał to miasto.



W tle na łuku jest umieszczona statuetka Girolamo Fracastoro.



Girolamo trzyma w ręku globus zwany przez mieszkańców piłką de Fracastoro. W sąsiedztwie, w dawnych czasach znajdował się sąd, dlatego też pod łukiem przechodziło wielu adwokatów i sędziów. Lud uważnie obserwował statuetkę, gdyż „piłka” miała spaść na głowę pierwszego uczciwego człowieka, który przejdzie pod łukiem.

W narożu Piazza del Signori znajduje się Palazzo del Comune z wieżą Torre dei Lamberti.



Warto wejść na jego dziedziniec i zobaczyć piękne marmurowe schody Ragione z różowego marmuru



Pod łukiem z żebrem wieloryba



przechodzimy na Piazza delle Erbe, dawne forum romanum miasta.



Widoczny w głębi Palazzo Maffei zdobią posągi postaci mitologicznych. Bliżej na kolumnie postać lwa weneckiego.

Piazza delle Erbe (plac ziół) od dawna był miejscem, gdzie skupiał się handel miejski. Tradycja ta przetrwała do naszych czasów.



Sprzyja temu fakt, że cały plac jest wyłożony płytami marmurowymi, dającymi uczucie chłodu w upalne dni. Jednak to nie barwne stragany przyciągały nasz wzrok, lecz wspaniałe malowidła pokrywające fasadę domu Casa Mazantii.



Kolejną ozdobę tego placu jest marmurowa fontanna Madonna Verona.



Piazza delle Erbe było miejscem, które najbardziej podobało się nam podczas pobytu w Weronie.



Stąd już niedaleko do Cassa di Giulietta. Choć rody Kapuletów i Monteków istniały naprawdę, to stworzone przez Szekspira postacie Romea i Julii są całkowicie zmyślone. Nie przeszkadza to jednak licznym turystom zmierzającym do domu Julii.



Również i my weszliśmy na wewnętrzny dziedziniec tego domu, by zobaczyć słynny balkon.



Tłum ludzi był tu tak duży, że nawet nie udało nam się dopchać do brązowego posągu Julii (na zdjęciu w lewym dolnym rogu). Ponoć dotknięcie ręką jej prawej piersi gwarantuje szczęście w miłości. Co chwila spragnieni miłości macali nie tylko prawą, ale i lewą pierś posągu, co powoduje, że te części rzeźby zostały już pięknie wypolerowane i jaśnieją złotym blaskiem.

Ponieważ nie lubimy tłoku, szybko opuszczamy to miejsce. W końcu balkon jest całkiem współczesny, bo pochodzi z lat trzydziestych XX wieku. I tyle na temat romantyzmu tego miejsca.

Powoli zmierzamy na największy plac Werony, Piazza Bra.



Widoczna brama, Portoni della Brá, pochodzi z XIV wieku i umożliwiała dawniej wejście w obręb murów miejskich. Największą atrakcja tego placu jest świetnie zachowany, jeden z największych starożytnych amfiteatrów we Włoszech.



Wybudowany został w I wieku p.n.e. W czasie trzęsienia ziemi, w 1183 roku część zewnętrzna areny zawaliła się i pozostały tylko 4 łuki, mimo to część wewnętrzna budowli nie została uszkodzona. Do tej pory amfiteatr ten jest wykorzystywany w czasie organizowanych tu spektakli operowych, a także podczas dużych koncertów zespołów muzycznych. Trybuny dysponują miejscami dla 22 tysięcy ludzi.



Na placu znajduje się również pomnik króla Wiktora Emanuela II na koniu.



Spacerem wzdłuż dawnych murów obronnych kończymy wizytę w Weronie. Cały zabytkowy kompleks miasta Werony został wpisany na listę UNESCO.






Byliśmy tam tylko kilka godzin, zdecydowanie za krótko, by zobaczyć wszystkie atrakcje tego miasta. Chętnie powrócimy tam, by znów powłóczyć się po jego zaułkach. W końcu Werona, to miasto miłości, wymarzone do spacerów dwójki zakochanych w sobie osób.

Z okazji Walentynek życzę Wam pięknej niedzieli, oczywiście u boku ukochanej osoby :)

Lokalizacja

27 komentarzy :

  1. Piękne miasto. Jeszcze gdyby to wszystko było oświetlone przez słoneczko, byłoby idealnie! Pozdrawiam i zapraszam do udziału w zabawie na moim blogu! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, że dopiero obejrzawszy twoje zdjęcia dostrzegłam urodę tego miejsca. Owszem byłam, owszem widziałam na iluś blogach wpisy i zdjęcia, ale tutaj zadziałał jakiś impuls, który sprawił, iż wiem, gdzie chciałabym polecieć na tegoroczne wakacje. Świetny post na Walentynki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam pojechać do Werony, pospacerować jej urokliwymi uliczkami.
    Dzięki twojemu postowi odbyłam wirtualną podróż do tego pięknego miasta.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne miasto, piękne zdjęcia :)
    Super!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten grobowiec pod względem architektonicznym jest niesamowity, sama Werona przepiękna. Żałuję, że jeszcze tam nie byłam...

    OdpowiedzUsuń
  6. To piękne miasto i wspaniale je pokazałeś na zdjęciach. Mimo tłoku nie można nie zobaczyć Julii i balkonu :). Byłam w Weronie dwa razy i miło mi było patrzeć na miejsca, które i sama oglądałam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna jest Twoja Werona. W sam raz na walentynkową wyprawę. To nic, że nie udało Ci się dotknąć piersi Julii. Jest na pewno zimna i tyle ludzi już ją dotykało...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne miasto! Ten most z pierwszego zdjęcia skradł moje serce:)
    Dobrej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogłeś pokazać innego miasta w ten dzień walentynkowy. Miasto ciekawe, zdjęcia też.
    Najbardziej zaciekawił mnie grobowiec z rzeźbami, co za oryginał?
    Pozdrawiam walentynkowo...:-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziekuje za walentynkowa niespodzianke :) Milo przypomniec sobie letni spacer po tym miescie. Pozdrawiam z Frankfurtu. Joanna

    OdpowiedzUsuń
  11. Włochy znam nieźle,Rzym nawet lepiej niż Warszawę, ale Weronę zaledwie "liznąłem", zatem dzięki za motywację do kolejnego wyjazdu właśnie tam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Po cichu liczę na Włochy w tym roku... Może się uda :). Piękne zdjęcia, jak zwykle u Ciebie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za piękną wycieczkę i cudowne zdjęcia, dzięki którym mogłam poczuć się jak "wirtualna Julia":)

    OdpowiedzUsuń
  14. Werona - marzenie każdych zakochanych :) Pięknie opisałeś całe miasto :)
    PS. Proszę o wybaczenie, że tak rzadko zaglądam na Wasze blogi ze względu na moją dzidzię. Ale pamiętam o Was wszystkich i często zaglądam, choć nie zawsze zostawiam komentarz! Buziaki, pozdrawiam! :* :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja ukochana Werona i najpiękniejszy z wszystkich mostów, Ponte Pietro.
    Ach te Włochy już za nimi tęsknię. Chyba w tym roku moja noga nie stanie w Italii.
    Bardzo żałuję. Gratuluję jak zwykle wspaniałych zdjęć. Jesteś mistrzem fotografii.
    Mam pytanie. W jakim miesiącu byłeś w Weronie , że na ulicach i na Piazza delle Erbe takie pustki. U Julii normalnie, zawsze bardzo tłoczno.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. W Weronie byłam dwa razy i muszę powiedzieć że widziałeś naprawdę sporo w tak krótkim czasie. To bardzo malownicze miasto i bez wątpienia ma swój odrębny charakter. Zdjęcia bardzo mi się podobają, pokazują to co w mieście najciekawsze. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Je n'imaginais pas du tout Vérone de la sorte. En fait je n'imaginais rien. Vérone c'est un balcon, une chambre à coucher et une cave. ... Et la Mort.
    Vraiment trop beau pour y mourir.

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowne miejsce można się w nim zakochać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajna fotorelacja :) Byłem w Weronie w zeszłym roku, ale pod balkonem było mniej ludzi i zostałem jednym z tych polerujących Julię :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Werona cudowne miejsce śliczny fotoreportaż serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Werona jest ciekawa, inna niż Florencja czy Siena. Pamiętam czerwone plamy w Koloseum po świecach, pewnie było jakieś wieczorne przedstawienie, wyglądało to lekko makabrycznie. Przeszłam Weronę wszerz i wzdłuż i mam wrażenie jakby była bardziej zadbana niż choćby Florencja, bo Siena od niej zdecydowanie mniejsza. Tu jadłam po raz pierwszy smażone kwiaty cukinii a nasz samochód pachniał słodkimi melonami kupionymi na targu...Julia miała błyszczący biust... i było zdecydowanie mniej ludzi ilekroć byłam.Piękny spacer mi zafundowałeś . Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo pozytywne odczucia, tyle historii, tyle zwiedzania; piękna wycieczka, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Byliśmy tam 3 lata temu.. przepiekne miasto, ma swoj klimat i chetnie bym tam wrocila :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Choć byłam we Włoszech, to do Werony nie dotarłam. Niesamowite te groby, ich wykończenie - zawsze zastanawiam się nad pracą tych, co to wykonali. Piękne. Ciekawa jest ta instytucja anonimowych donosów. Gdyby u nas taką zrobić w kilku miastach, na pewno szybko by się zapełniła wnioskami życzliwych :) :) :) Choć Julia jest już wygłaskana na złoto, to i tak chciałabym koło niej stanąć. Choć wolałabym pogłaskać Romeo... Uściski :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię o przedstawionym miejscu..

Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu