PRZERWA URLOPOWA

Do końca sierpnia szukam nowych inspiracji. Może spotkamy się gdzieś na szlaku :-)

niedziela, 11 listopada 2012

Rohacze

To, że znalazłem się w tym roku w Tatrach, było efektem dość spontanicznej decyzji. Przyczyniła się do tego piękna panorama Tatr, jaka ukazała mi się podczas wędrówki po paśmie Słowackiego Raju. A czemu pasmo Rohaczy? Otóż spędzając kilka lat temu urlop na Słowacji w okolicy Zuberca, właśnie ta grupa szczytów dominowała w krajobrazie.

Muszę przyznać, że z jednej strony bardzo mnie korciło, by się na nie wejść, a z drugiej strony była obawa, czy podołam wyzwaniu. Szczyty Rohaczy uważane są za najtrudniejsze do przejścia w Tatrach Zachodnich, a skala trudności porównywa jest do naszej Orlej Perci. Lat też przybywa, stwierdziłem więc, że może to już być ostatni moment na taką wyprawę.

Postanowiłem, że nocleg znajdę po polskiej stronie i wcześnie rano podjadę najbliżej, jak się da, by zacząć podejście. Tak też zrobiłem, spałem w Chochołowie w pobliżu przejścia granicznego i o świcie je przekroczyłem. Kierunek Oravice, Habovka, Zuberec. Samochód zostawiłem na parkingu, obok chaty Zwerovka. Stąd żółtym szlakiem i dalej czerwonym idę w głąb Rohackiej Doliny. Po drodze okazało się, że jest jeszcze jeden parking przy samym szlaku. Można zaoszczędzić około 30 minut marszu. Początkowy odcinek trasy jest chyba najnudniejszym etapem wędrówki i prowadzi asfaltową drogą. I tak przez około 1,5 godziny. Stopniowo w miarę zagłębiania się w dolinę wschodzące słońce zaczęło rozświetlać widoczne na horyzoncie szczyty.



Gdzieś tam, na razie w chmurkach ukrywają się dwa docelowe szczyty Rohaczy – Ostry i Płaczliwy.



Rohacze to dwa skaliste szczyty w grani głównej Tatr Zachodnich, położone ponad dolinami: Smutną, Żarską i Jamnicką. Swoim wyglądem bardziej przypominają szczyty Tatr Wysokich niż Tatr Zachodnich. Wyższy z Rohaczy jest Rohacz Płaczliwy, który ma wysokość 2125 m n.p.m. Niższy – Rohacz Ostry – ma 2088 m n.p.m. Rozdzielone są Rohacką Przełęczą (1955 m). W północnym kierunku do Doliny Smutnej opadają bardzo stromymi ścianami o względnej wysokości 200-250 m . - tyle na temat tych szczytów znajdziemy w Wikipedii.

W końcu asfalt się kończy i szlak doprowadza nas do bufetu Tatliakova chata.



Jest okazja na zjedzenie drugiego śniadania. Warto też zejść do Tatliakowego jeziorka znajdującego się zaraz za bufetem, by podziwiać szczyty zamykające Rohacką dolinę



Przy bufecie znajduje się węzeł szlaków turystycznych.



Kierujemy się zielonym na przełęcz Zabrat. Po wyjściu ponad granicę lasów świerkowych otwierają się piękne widoki na szczyty Tatr Zachodnich. Doskonale stąd widać też cel wędrówki. Dwa szczyty z zamykające dolinę, ten z charakterystycznym przedziałkiem w kształcie klina to Rohacz Ostry(po lewej stronie), a po prawej Rohacz Płaczliwy



Równie ładnie prezentuje się pasmo Salatyna zamykajace dolinę od zachodniej srtrony.



Można tak stać i podziwiać piękno tatrzańskiej przyrody,



ale trasa długa, wiec tylko od czasu do czasu robię pauzę, by uchwycić aparatem zmieniający się krajobraz. Tu ładny widok na punkt startowy przy Tatliakowym bufecie.



Pokonanie odcinka do przełęczy zajmuje około 45 minut. Stąd szlakiem żółtym kierujemy się na graniczny szczyt Rakonia. Na razie widoki na wschodnią część przypominają bardziej Beskidy,



ale w miarę podchodzenia na horyzoncie pojawiają się już bardziej znaczące szczyty.



Pięknie i groźnie z tej odległości prezentuje się Giewont.



Po około 30 minutach dochodzimy do szczytu Rakonia – 1876 m.



Tu spotykamy niebieski szlak, którym będziemy wspinać się na pierwszy szczyt o wysokości ponad 2000m – Wołowiec.



Czeka nas mozolne podejście na szczyt, a w perspektywie już widać groźną grań Rohaczy.

Stopniowo na horyzoncie pojawia się łańcuszek szczytów Tatr Wysokich



Po kolejnych 40 minutach zdobywamy szczyt Wołowca – 2063m. Jest on znany z walorów widokowych. Szczególnie ładnie widać stąd Rohackie stawy łącznie z najwyższym Zadnim. Później będziemy już tylko oglądali Przednie stawy.



Schodząc z Wołowca w stronę Jamnickiej przełęczy coraz wyraźniej widać, że wejście na Rohacze to już nie będzie spokojny spacerek, jak do tej pory.






Masywny Wołowiec wygląda przy nim jak niewinna górka.


Jakby co, to z Jamnickiej przełęczy można jeszcze skręcić w kierunku na Jarząbczy Wierch i dalej wędrować w kierunku Doliny Chochołowskiej lub na Ornak. Bardzo malowniczy szlak prowadzi obok Jamnickich stawów.



My idziemy za czerwonym szlakiem w kierunku Rohacza Ostrego. Teraz wędrówka prowadzi po skalnym rumowisku,



a następnie po litej skale. W trudniejszych miejscach mamy do pomocy łańcuchy.



Cały czas towarzyszą nam przepiękne widoki






Ostatni odcinek wymaga zachowania ostrożności i jest trudny. Warto robić krótkie odpoczynki, by uspokoić tętno i oddech.






W końcu stajemy na szczycie Rohacza Ostrego – 2087 m



Tak naprawdę, to trudno powiedzieć, które miejsce jest najwyższe, bo sam szczyt składa się z wielu skalistych wierzchołków. Każdy znajdzie dla siebie miejsce, by usiąść i odpocząć po wyczerpującym podejściu.



Zejście z Wołowca i podejście na szczyt Rohacza zajęło mi około 2 godziny. Podobno można szybciej. No, ale wiek już nie ten, co kiedyś. Będąc na szczycie możemy zobaczyć, jak na mapie, wszystkie szczegóły Rohackiej doliny.









Przed nami kolejne wyzwanie, czyli wejście na Rohacz Płaczliwy.



Zejście ze szczytu wcale nie jest łatwiejsze od wejścia. Szlak prowadzi nas eksponowanymi miejscami blisko prawie trzystumetrowej przepaści.



Potem jest już troszkę łatwiej i sprawnie schodzimy na dno przełęczy.



Stojąc na niej po jednej stronie mamy kulminację Rohacza Ostrego,






a z drugiej Rohacza Płaczliwego



Droga jest nieco łatwiejsza. Po drodze mijamy ciekawą grupę skał przypominającą leżącego psa.



Poruszając się wzdłuż skalnego grzebienia, po około godzinie od opuszczenia Rochacza Ostrego zdobywamy szczyt Rohacza Płaczliwego - 2125 m. Ładnie z niego widać cały przebyty już szlak od Rakonia, przez Wołowiec i Rohacz Ostry.



Nad Czerwonymi Wierchami wyłania się łańcuch Tatr Wysokich,



a bliżej po lewej stronie Starobociański Wierch i pasmo Ornaka.



Przed nami pozostało jeszcze zejście do Smutnej przełęczy i dalej widocznymi zakosami do Smutnej doliny.



Ten odcinek jest łatwiejszy do pokonania, chociaż szlak często kluczy pomiędzy skalnymi blokami



Potem już jest całkiem przyjemnie, momentami idziemy trawiastym zboczem






W pewnym momencie spotykamy miejsce ozdobione kamiennymi kopczykami



Nie wiem, skąd się tu wzięły , ale są bardzo malownicze.



Pozostał do pokonania ostatni odcinek wędrówki znów po skałach do bliskiej już przełęczy.



Przed nami wznoszą się dumnie Trzy Kopy, my natomiast zmierzamy do widocznego rozstaju szlaków.



Zejście z Płaczliwego zajęło około 45 minut. W lewo prowadzi stąd szlak do Ziarskiej doliny,



my natomiast trawersujemy stok pod Trzema Kopami i zakosami schodzimy w kierunku Smutnej doliny. Powoli zachodzące słońce powoduje, że dłuższy odcinek wędrujemy w cieniu. Pomimo wrześniowej pory tego dnia słońce mocno operowało, tak że teraz idzie się całkiem przyjemnie. Cały czas mamy piękny widoki na Rohacze.



Zejście jest dość monotonne, a zmęczenie daje już o sobie znać. Trzeba uważać, by się nie pośliznąć na licznych kamieniach. Okolica również jest dość ponura, ktoś niezwykle trafnie nazwał tę dolinę Smutną. Dopiero po dojściu do granicy kosodrzewiny teren staje się znów przyjazny.






Szlak zatacza koło i po około 2 godzinach znów jesteśmy przy bufecie Tatliakowa chata. Po wielu godzinach marszu nawet zwykły kapuśniak smakuje jak wykwintne danie. Teraz czeka nas jeszcze dość długi spacer do samochodu po asfalcie. Po całodziennej wędrówce jest to średnia przyjemność.
Mając przed sobą tylko drogę i las, często spoglądamy do tyłu, by z tej perspektywy jeszcze raz spojrzeć na szczyty Rohaczy.



I ja tam byłem? Już tęsknię...

Wrześniowy wieczór dość szybko zapada w górach. Jeszcze po szczytach pełzają ostatnie promienie słońca, a w dolinie panuje już półmrok.



To był piękny dzień i pełen wrażeń. Wróciły one do mnie dzisiaj podczas pisania tego postu. Pozdrawiam serdecznie.

Zobacz również:




Rohackie stawy





Lokalizacja miejsca

 
View Rohacze in a larger map

37 komentarzy:

  1. Heh, nic nad Góry piękniejszego nie ma.

    Dzięki, choć oczy się nacieszyły :D


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna relacja, cudowna seria zdjęciowa.
    Góry są tym miejscem, do którego zawsze chętnie się wraca.
    Gdy wróci się do domu, już, już chce się do nich jechać... Oj, mocno się za nimi tęskni.
    Wróciły niezapomniane wspomnienia. Ornak, Czerwone Wierchy, Wołowiec...są mi bliskie ale Rochacze niestety nieznane.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne ujęcia :) Zawsze atakowałam Tatry Wysokie, a teraz wiem co mam jeszcze do odkrycia :) Dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowna relacja, tak lekko ja opisałeś. A pamiętam jak tętniła krew w uszach. Świetnie, że pogoda dopisała. Widoki i zdjęcia fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  5. super relacja i fantastyczne zdjęcia :D
    Ja na Rohaczach nie byłam, ale patrząc ze zdjęć, to przypuszczam, że jest to coś w rodzaju Orlej Perci(?)
    Pozdro :]

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała relacja, chwilami cierpła mi skóra kiedy oglądałam zdjęcia... Jestem pełna podziwu, pięknie to opisałeś! Nie trzeba jeździć w Alpy żeby zobaczyć jak cudne są góry i do tego patrzeć jak inni rozjeżdżają je samochodami co tam często się zdarza. Gratuluję udanej wyprawy, warto było zadać sobie trud żeby stanąć na szczycie. A co do tych kamiennych stożków, podobno obyczaj wywodzi się z Tybetu, gdzie się je układa jako "drogowskazy". W Alpach ludzie wnoszą kamienie na szczyt i dokładają do już leżących, które inni wcześniej przynieśli, podobno w celu "podwyższenia góry". Sama się też naukładałam ich niemało ( są nawet zdjęcia w albumie o Monte Jafferau) lecz niestety, dwa lata temu uleciała mi z głowy specyficzna nazwa tych kopczyków, czy może ją zna ktoś z grona Twoich czytelników? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Znam Tatry Zachodnie i choć pamiętam te widoki to zdjęcia obejrzałam kilka razy, są fantastyczne.
    Wspanieła wycieczka i świetna relacja. Alina.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniałe widoki i ciekawa relacja, przyzna się, że zazdroszczę wycieczki w tarty, mi w najbliższym czasie nie będzie dane tam pojechać. :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdzieś czytałam, że te poukładane kopczyki wskazują czasami ścieżkę, gdy nie znaków szlaku, tak jest w Karpatach ukraińskich; z wielkim podziwem, ale i z niepokojem patrzę na te łańcuchy, gładkie ściany, albo bloki skalne na Waszej drodze; sama nie wiem, czy odważyłabym się, czy sił by starczyło; przepiękne zdjęcia, góry, od wczoraj zaglądam i napatrzeć się nie mogę; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widoki bajkowe, po prostu przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
  11. a propos chlebka pistacjowego - jak dla mnie trochę za suchy:))
    a u Ciebie widoki, jak zwykle, powalające!
    życie & podróże
    gotowanie

    OdpowiedzUsuń
  12. Całość przeczytałem i obejrzałem zdjęcia z zapartym tchem. Dałem się wciągnąć w Twoją fantastyczną opowieść i co tu dużo ukrywać, ledwie lato się skończyło, podobnie jak Ty już tęsknię za kolejnymi wyprawami. Śliczne zdjęcia, wspaniałe widoki, no i komentarz ciekawy.
    Jedno mnie tylko martwi, że te wysokie górki to nie dla mnie nizinnego kreta, którego najwyższym zdobytym szczytem są Trzy Korony ;)) Dlatego w przyszły roku ruszę chyba w Bieszczady a Tatry zostawiam takim zaawansowanym wspinaczom - jak Ty. Będę je oglądał na Twoich fotkach :))
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. przypomniały mi się moje wędrówki po górach...ech...:)))))teraz powędrowałam wirtualnie z Tobą..., dzięki:))))))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakież to musi być cudowne uczucie stanąć na szczycie takiej góry...A te widoki...ach. Podziwiam Cię ogromnie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakie piękne krajobrazy, góry są cudowne.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wycieczka godna podziwu. Twoja wspinaczka i cudowne widoki, to dla nas możliwość zobaczenia ich na wspaniałych zdjęciach. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie wiem jak TO robisz, ale efekt Twojej magii jest fascynujący i zupełnie niezwyczajny.Byłam tam, oglądałam,kolana sobie zamieniłam w kotlety, a nic takiego cudownego jak TY nie widziałam.Masz chyba talent widzenia więcej i fotografowania jakoś magicznie i tyle.Gratuluję.Dzięki Tobie miałam piękny dzień...Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przepiękne te Twoje Tatry :) Podziwiam ludzi "chodzących" po takich graniach i łańcuchach. Ja to chyba tylko na czworakach bym mogła. Zdjęcia zapierają dech w piersi :) Aż zazdroszczę ;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Zawsze kiedy oglądam takie zdjęcia nabieram ochoty na wypad w Tatry. Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Oglądam i oglądam już od kilku dni i napatrzeć się nie mogę. Zdjęcia przecudnej urody, świetnie oddają piękno Tatr. Budzą we mnie nostalgię za czasami, gdy jako młoda dziewczyna też chodziłam po górach. Zazdroszczę widoków jak i kondycji. Dorota

    OdpowiedzUsuń
  21. Tylko pogratulowac :) ja też dzięki pisaniu bloga jaram się na nowo każdym dniem spędzonym w Tatrach :)

    OdpowiedzUsuń
  22. prześliczne zdjęcia, wspaniałe ujęcia, naprawdę z wielką przyjemnością i ciekawością tu zaglądam, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Witaj! Nominowałam Twój blog do Liebster Blog. Po szczegóły zapraszam na http://madaboutjourney.blogspot.com/2012/11/liebster-blog.html :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam.
    Urzekające zdjęcia.
    Góry mają swój niezapomniany klimat. Jak raz się jest w górach to zawsze chcę się tam wracać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. I tego się własnie boję, że jak w końcu dojadę w Tatry, to nie dam rady...;(


    Przepiękna wycieczka, strasznie zazdroszczę!
    napiszesz, ile czasu zajęła Wam cała trasa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały dzień, początek na parkingu około 8.00 i powrót do samochodu około 19.00. Po drodze przerwy na odpoczynek i posiłki. Trasa na początku łatwa, później w partiach szczytowych dość trudna. Czasy poszczególnych odcinków podałem w opisie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  26. Wkraju :) Nominuję Cię do wyróżnienia "Libster Blog" i zapraszam do zabawy :) http://przekornie.blogspot.com/2012/11/pytania-i-odpowiedzi-oraz-kilka.html

    OdpowiedzUsuń
  27. miejsce co by nie mówić przepiękne, a zdjęcia znakomite !! ;)
    co jedno, to praktycznie piękniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  28. No i co ja mam napisać! Bajecznie! Aż zazdroszczę...
    Piękne zdjęcia, piękna pogoda, piękne krajobrazy.
    :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  29. Dziekuje za długi i miły górski spacer. :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Cudowna wyprawa, wspaniałe zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Witaj Wiesławie!
    Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia życzę Tobie i Twojej Rodzinie zdrowia, miłości, szczęścia, radości...
    Życzę Wam poznawania piękna świata i ciepłych, dobrych serc ludzkich obok siebie.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. I tylko utwierdziłam sie w przekonaniu, że Rohacze to jeden z głównych celów założonych na ten górski rok :) Urzekające zdjęcia, ciekawa relacja... :) Na Wołowcu byłam w czerwcu ubiegłego roku i już wtedy wiedziałam, że Rohacze trzeba będzie przejść jak najszybciej :) Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  33. tez sie wybieramy za tydzien ale niestety nigdy takich pieknych zdjec nie przywozimy

    OdpowiedzUsuń
  34. Świetna relacja i świetna strona. Będę ją częściej odwiedzał.
    Mam jednak pytanie odnośnie drogi do bufetu rohackiego. Napisałeś: "że jest jeszcze jeden parking przy samym szlaku. Można zaoszczędzić około 30 minut marszu". Szedłem tamtędy zdaje się w 2011 roku i chyba nie widziałem tego parkingu. Samochód pozostawiłem na dużym parkingu na zakolu szosy, jeszcze przed schroniskiem w Zwierovce. Albo coś pokręciłem.

    OdpowiedzUsuń
  35. Piękne zdjęcia, widoki zapierające dech w piersiach i ta okropna świadomość, że góry już nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię w temacie publikowanego postu.

Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu