niedziela, 15 listopada 2015

Karlovy Vary

Za oknami jesień, ostatnie liście spadają z drzew, tymczasem ja chciałbym was zaprosić na wiosenny spacer po miejscowości Karlovy Vary, czyli po naszemu Karlowe Wary. Od razu napiszę, że nazwa miejscowości nie wzięła się, jak wielu uważa, od imienia znanego piosenkarza Karela Gotta, tylko od imienia króla czeskiego Karola IV, który będąc na polowaniu w tych okolicach, odkrył gorące źródła wody.

Było to w XIV wieku. Przez stulecia powstawało tu uzdrowisko, którego sława szybko przekroczyła granice Czech. Stało się ono synonimem elegancji i świadczyło o dobrej pozycji towarzyskiej kuracjuszy. Bywały tu tak znane postacie jak J.W. Goethe, L.van Beethoven, N. Gogol, N. Paganini, G. Casanova, W.A. Mozart, a także wielu przywódców państw z całego świata.

Nasz spacer zaczynamy na placu przed budynkiem Poczty Głównej.



Widoczny obok obelisk fontanny został wykonany ze szkła. Ma 13,5 m wysokości i nawiązuje do tradycji produkcji szkła w Karlowych Warach. Jest ona dalej kontynuowana w znanej na świecie Hucie Szkła Moser.

Zaraz za fontanną znajduje się ogród kwiatowy i budynek sanatoryjny Łaźnie V.



To jeden z nowszych i zarazem ładniejszych obiektów sanatoryjnych. Pochodzi z 1906 roku i bywa nazywany Łaźniami Elżbiety. To na cześć cesarzowej Elżbiety nazywanej Sissi, żony Franciszka Józefa I, który sam był jednym ze sławnych gości uzdrowiska. Kwitnących kwiatów jeszcze nie było, za to działała fontanna z postacią kobiety biorącej kąpiel.



Wracamy na plac przed pocztą. Teraz kierujemy się wzdłuż rzeki Tepla do części uzdrowiskowej miasta. Prowadzi nas ładna promenada.



Po lewej stronie mijamy nowoczesny hotel Termal., miejsce gdzie się odbywa znany festiwal filmowy w Karlowych Warach.



Co roku w lipcu, twórcy około 200 filmów walczą, by zdobyć główne trofeum festiwalu – Kryształowy Globus

Betonowa bryła hotelu za bardzo nie pasuje do atmosfery uzdrowiska, na szczęście dość szybko wkraczamy w jego część zdrojową, gdzie króluje zgoła odmienna architektura.



Pas zieleni po prawej stronie to fragment Parku Dworzaka. Po jego minięciu widzimy jedną z trzech głównych kolumnad Karlowych Warów – Sadową.



Kolumnady budowano w miejscach, gdzie znajdują się ujęcia wód mineralnych. Pozwalały kuracjuszom na niespieszne jej popijanie, spacerując powoli od źródła do źródła i to niezależnie od pogody. Wszystko zgodnie z zaleceniami lekarzy.



Sadowa kolumnada kryje w sobie dwa źródła wody o nazwach Hadi i Sadova. Została zbudowana w 1881 roku i do dzisiaj zadziwia kunsztem dawnej sztuki odlewniczej. Cała bowiem została wykonana z żeliwa.



Idąc dalej mijamy neogotycki dom zdrojowy Łaźnie III z 1866 r.



Dzisiaj służy głownie pomocniczym zabiegom typu SPA. Odwiedzając wnętrze mamy wrażenie, że jesteśmy w Rosji. Większość napisów jest w języku rosyjskim, również ten język najczęściej słyszymy. Nie dziwi to, gdy poznamy narodowość gości odwiedzających Karlowe Wary. Około 60 % stanowią właśnie Rosjanie a potem Niemcy. Myślę, że cała reszta to nie więcej jak 10%, łącznie z Czechami. Mówi się, że 75% miasta jest w rękach rosyjskich. Stąd tak bardzo branża hotelarska i gastronomiczna odczuła ostatnimi czasy nałożone na Rosję ograniczenia związane z wojną na Ukrainie. Znacząco spadła ilość rosyjskich gości. Dzisiejsze ceny w hotelach bywają nawet o 50% niższe jak kilka lat temu.

Idziemy dalej, z mostu na rzece Tepla mamy ładny widok na Karlowe Wary.



Kierujemy się ku widocznemu ciągowi kolumn. Tworzą one największą w mieście, neorenesansową Kolumnadę Młyńską.



Od góry zdobi ją dwanaście posagów symbolizujących poszczególne miesiące w roku.



Całe założenie ma 132 m długości i składa się z 124 kolumn korynckich.



W jego wnętrzu znajduje się pięć gorących źródeł mineralnych o temperaturze wody 50-60°C. Są to źródła – Młyńskie, Wacława II, Rusałki, Skalne i Libusza



Cała kolumnada jest bogato zdobiona antycznymi płaskorzeźbami.



Jest to chyba najbardziej oblegany przez turystów i kuracjuszy fragment miasta. Tu również odbywają się koncerty zespołów muzycznych i imprezy organizowane przez miasto.

Równie ładnie się prezentują fasady okolicznych budynków zwróconych w stronę rzeki Tepla. Zazwyczaj są to pensjonaty, często posiadające własne restauracje lub sklepy.









Dochodzimy do centralnego placu uzdrowiska.



Jego prawdziwa ozdobę jest Kolumnada Targowa o misterniej, koronkowej konstrukcji.



W całości wykonana została z drewna w stylu szwajcarskim w 1883 roku i kryje w sobie dwa żródła – Karola IV i Tržní.



Nieopodal wznosi się hotel Romance, ulubiony przez Rosjan, stąd nazywany również Puszkin.



Tuz obok znajduje się ładna kolumna ze sceną koronowania NMP.






Po drugiej stronie rzeki na wzniesieniu znajduje się barokowy kościół pw. św. Marii Magdaleny z lat 1732-1736.



Poniżej znajduje się nowoczesny budynek pijalni wody mineralnej.



Widoczne kolumny dostarczają wodę z jednego źródła, ale każda o innej temperaturze. Główne źródło o nazwie Vridlo posiada najwyższą temperaturę z wszystkich wód w Karlowych Warach, dochodzącą do 72°C. Wydobywa się na powierzchnię w postaci efektownego gejzera. Jego wysokość osiąga czasami 12 m.



Wkraczamy do najbardziej reprezentacyjnej części uzdrowiska. Rzeka Tepla jest tutaj ujęta malowniczo kamiennym korytem.






Pięknie zdobione detalami budynki przyciągają wzrok.






Dochodzimy do placu Divadelni



z monumentalnym budynkiem teatru miejskiego.



Zarówno boczne wejście, balkony, jak i główna fasada zachwyca misternymi zdobieniami.









Przechodzimy na drugą stronę rzeki. Jeszcze jeden widok na teatr.



Przed nami zakole rzeki, gdzie znajdują się najbardziej okazałe hotele w Karlowych Warach. Tu widok na jeden z najdroższych w Czechach – Grandhotel Pupp



Składa się z kilku połączonych ze sobą budynków. Gościł wiele światowych sław związanych z branżą muzyczną, filmową czy mężów stanu. Sam również brał udział w filmach, m. in. tu rozgrywano sceny gry w pokera z udziałem Bonda w filmie Casyno Royal.



Inne hotele.









W tym rejonie znajduje się również eklektyczny pałac z 1895 roku, zwany Cesarskimi Łaźniami lub po prostu Łaźnie I.






Można by go nazwać pierwowzorem funkcjonujących dzisiaj centrów SPA. Jak na tamte czasy oferował kuracjuszom niezwykłe zabiegi i wygody. Posiadał nowoczesne gabinety odnowy z własną garderobą, łazienką, prysznicem. Stosowano tam kąpiele wodami leczniczymi, okładanie borowiną, masaże na przemian wodą gorącą i zimną, elektroterapię itp. Ponadto w budynku znajdowała się profesjonalna siłownia posiadająca 64 stanowiska do prowadzenia różnorodnych ćwiczeń.

Dzisiaj ten obiekt jest w większości zdewastowany, trwają przymiarki do jego przebudowy na ośrodek społeczno-kulturowy. Póki co, można za niewielką opłatą wejść do środka i przenieść się w czasie w lata początkowe XX w. odwiedzając kilka udostępnionych pomieszczeń.

Już samo wejście z pięknymi obrotowymi drzwiami tworzy klimat tego miejsca.



Na korytarzach króluje secesja






Dawna sala balowa, wszak nie tylko zabiegami żyło to uzdrowisko.



Spójrzcie na tę armaturę, podobno działa do dzisiaj. A jakie kafelki.



Pora jednak wrócić do XXI wieku. Idąc do hotelowej części miasta zauważyliśmy drogowskaz do stacji kolejki górskiej. Ponieważ ciekawi byliśmy widoku na miasto z góry, po chwili już jechaliśmy wagonikiem po szynach na wzgórze Diana (547 m n.p.m.). Znajduje się tam wieża widokowa – również o nazwie Diana o wysokości 25 m.



Wystarczy teraz pokonać tylko 150 schodków, by cieszyć się widokiem na miasto. My odkryliśmy, że na wieżę można wjechać również windą i to za darmo, więc szybko znaleźliśmy się na tarasie widokowym.

Tu widok na dolną część uzdrowiska, gdzie zaczęliśmy zwiedzanie miasta.



A tu górna część uzdrowiska, z imponującym secesyjnym gmachem hotelu Imperial z 1912 roku po prawej stronie zdjęcia .



Po zjechaniu z wieży przyszedł czas na posiłek. Można w tym celu skorzystać z niewielkiej restauracji znajdującej się obok wieży o nazwie, a jakże, również Diana



Widzicie te pawie na dachu, nie mogliśmy się nadziwić, jak tam się znalazły. Może uciekły z pobliskiego mini zoo. Teren wzgórza przecina wiele ścieżek prowadzących do kilku punktów widokowych tzw. vyhlidek. Można nimi zejść do uzdrowiska, my jednak, mając już za sobą sporo w nogach zjechaliśmy kolejką na dół.

Znów idziemy promenadą wzdłuż rzeki Tepla z powrotem do placu przy Targowej Kolumnadzie. Ładnie to wygląda z tej perspektywy.



Przy placu skręcamy w lewo do dzielnicy willowej, gdzie w latach międzywojennych powstało wiele willi – pałaców. Dzisiaj pełnią funkcje ekskluzywnych pensjonatów.

Po drodze mijamy dawny anglikański kościół św. Łukasza, dzisiaj znajduje się w nim muzeum figur woskowych. Niezbyt ciekawi takich miejsc, nie zaglądamy tam.



Wspomniane wille-pałace.






Głównym celem pójścia w ten rejon miasta była chęć zobaczenia cerkwi pw św. Piotra i Pawła.



Jak się okazało cerkiew była poddawana renowacji, więc tylko jej część mogę pokazać na zdjęciu. Nie wolno było tez robić zdjęć we wnętrzu świątyni.

Cerkiew zbudowano w 1896 roku w odpowiedzi na żądania coraz liczniejszej grupy kuracjuszy pochodzenia rosyjskiego, którzy od lat upodobali sobie pobyt w Karlowych Warach. Powodem takiej popularności mógł być fakt, że wcześniej dwukrotnie bywał tu car Piotr Wielki.

Kolejne zdjęcie pokazuje, jak pieczołowicie odnawiana jest cerkiew. Szkoda, że nie widzieliśmy końcowego efektu tych prac. Może ktoś z czytelników będzie miał więcej szczęścia.



Od cerkwi skrótem wracamy w rejon Sadowej Kolumnady, by się jeszcze raz skosztować wody, która nam najbardziej smakowała.



Źródło Hadi czyli węża ma ciekawie uformowane ujęcie wody mineralnej w postaci właśnie tego gada.



Tu kończymy zwiedzanie Karlowych Warów, stąd na kwaterę mamy około 40 minut marszu. Przejście całej trasy na spokojnie, z przerwami na posiłki, zajęło nam prawie osiem godzin. Nie zobaczyliśmy wszystkich miejsc, nie skosztowaliśmy tez wody ze wszystkich źródeł. Jest to niemożliwe, gdyż jest ich w sumie 79. Za to skosztowaliśmy wszystkie 13 znajdujące się w opisywanym centrum miasta.

Mała poprawka, skosztowaliśmy z jeszcze jednego źródła, ale już wieczorem na kwaterze. Mowa o Becherovce. Ten likier ziołowy został wynaleziony właśnie w Karlowych Warach przez Jana Bechera i bywa nazywany najzdrowszym ze wszystkich źródeł. Mieliśmy w planach odwiedzić muzeum Bechera, ale okazało się już zamknięte, gdy tam doszliśmy. Pozostał nam zakup małej, płaskiej, charakterystycznej zielonej butelki w sklepie, niedaleko naszej kwatery.

Chyba jeszcze go trochę zostało, więc kończę ten przydługi post i idę przypomnieć sobie jego specyficzny, ziołowy smak. A wy, lubicie Becherovkę?

Zobacz również:



Karlovy Vary nocą






Mariánské Lázně






Františkovy Lázně






Loket - miasto i zamek






Rezerwat przyrody SOOS




Lokalizacja

19 komentarzy :

  1. Piękne miejsce prezentujesz, wszystkiego jest tam dużo - źródeł, hoteli, secesyjnych kamienic a w dodatku jeszcze festiwal filmowy. Jednym słowem "Wielki Świat" . Bardzo udane zdjęcia i opis zachęcają do odwiedzin tego miejsca ale chyba muszę poczekać na cieplejszą porę roku. Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne miasto. Twoje zdjęcia oglądam drugi raz aby zapamiętać obraz Karlowych Warów.
    Pamiętam Twoje doskonałe zdjęcia robione nocą.
    Wiesz, że wiele razy byłam w Czechach jednak nie dotarłam do tego eleganckiego, bardzo pięknego miasta.
    A co do Becherovki? uważam, że jest jednym z najlepszych likierów ziołowych.
    Pozdrawiam serdecznie:)*

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę pięknie się prezentują. Zastanawiałem się czy by tam nie pojechać zimą. Jestem ciekaw jak wtedy tam jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna architektura i jak zawsze - piękne kadry Wkraju :))
    Jesteś bardzo dobrym fotografem!
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne miasto. Kolumnady zrobiły na mnie największe wrażenie. Wspaniałe fotografie! Co do Becherovki to ja jej nie lubię...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeurocze miasto. Jak widać nie ucierpialo wskutek działań wojennych. Po za tym ogromne słowa uznania za niezwykle ciekawe i piękne zdjęcia.
    Gorąco pozdrawiam i gratuluję wspaniałego posta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jest to miejsce, które z wielką przyjemnością obejrzałabym na własne oczy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Naprawdę piękne ujęcia.
    Karlove Vary zimą z Grand hotelu widokiem zapamiętałam z jakiegoś filmu i zastanawiałam się dlaczego jeszcze tam nie byłam?
    Miejsce piękne z dużą notą relaksu, czegóż można chcieć więcej skoro jedziemy odpocząć?

    Pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam tam dawno i było ładnie ale teraz to miasto rozkwitło!

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczne wygląda to miasto. Bardzo ładnie prezentują się te zabudowania wzdłuż rzeki.
    Świetne zdjęcia ;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepiękne miejsce i po przeczytaniu relacji z miłą chęcią byśmy je odwiedzili:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zaskoczona, pozytywnie oczywiscie! Nigdy nie spodziewalabym sie w Karlowych Varach takich kamienic, takiego wystroju, takiego rozmachu... a do tego wszystko takie zadbane, takie dopracowane...Cos wspanialego.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ładne miasto i nie tak daleko od naszej granicy :) Nie wiedziałam, że Sissi tam była, a tak ją lubię i czytałam jej biografię nawet :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak tam pięknie.....
    Pozdrawiam bardzo serdecznie..:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy kraj na swoje perełki i taką perełką w Czechach są Karlowe Wary. Pięknie to miasto pokazałeś na zdjęciach, ale i sama podziwiałam też. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ależ to piękne miasto. Albo Twoje zdjęcia je tak upiększyły :) Mnie kojarzą się z Wyścigiem Pokoju. Odległe czasy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze śmieszyła mnie ta nazwa. Ale z biegiem lat również ciekawiła i intrygowała. Budynek festiwalowy rozczarowuje tak jak ten w Cannes. Na szczęście są inne, piękne i niepowtarzalne. Mam nadzieję, że kiedyś zawitam do tego miejsca i przejdę się po Twoich śladach ;) A co do Becherovki to szczerze jej nie znoszę. Strasznie wykrzywiała mi twarz, kiedy piliśmy ją na integracji podczas pobytu w Pradze. Ale fakt, humor po niej był ;) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ślicznie tam! Trochę jak w Kłodzku... trochę jak w Polanicy... Już na samych Twoich zdjęciach miasto mnie urzekło. A co do Becherovki, trochę zapomniałam o jej istnieniu, muszę się koniecznie rozejrzeć za flaszeczką do domowej apteczki ;).

    OdpowiedzUsuń
  19. Pięknie pokazujesz to miasto.Nigdy nie byłam w tych stronach chociaż tak blisko.Czas nadrobić zaległości. Pozdrawiam podróżnika bardzo serdecznie, szczególnie ciepło w te listopadowe dni.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię o przedstawionym miejscu..

Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu