niedziela, 12 stycznia 2020

Bańska Szczawnica

W dzisiejszym poście chciałbym przedstawić Wam sylwetkę niewielkiej słowackiej miejscowości Bańska Szczawnica. Odkąd pierwszy raz dowiedziałem się o tym mieście, zobaczenie jego było jednym z moich celów turystycznych, niestety systematycznie przekładanym z roku na rok. Co sprawiało, że tak chciałem je zobaczyć ? Wyobraźcie sobie miasto malowniczo rozłożone w kilku dolinach pasma Gór Szczawnickich, gdzie czas jakby zatrzymał się w miejscu. Jego centrum to prawdziwy rezerwat architektoniczny pełen okazałych średniowiecznych kamienic i kościołów. Liczne brukowane zaułki, a także dwa zamki przenoszą nas w czasy, gdy miasto było jednym z największych w Europie ośrodków wydobycia cennych kruszców, głownie srebra i złota.

Dzień, w którym zaplanowaliśmy zwiedzanie Bańskiej Szczawnicy nie zaczął się dobrze. Od rana ciężkie chmury przykrywały niebo, a zaraz po rozpoczęciu podróży zaczął padać deszcz. Droga, którą jechaliśmy była bardzo kręta, co w tych warunkach utrudniało nam jazdę. Na dodatek, gdy już minęliśmy tablicę z nazwą miasta rozpętała się burza z potężną ulewą. Zmusiło to nas do zjazdu z drogi na niewielki parking i odczekania około dwudziestu minut, aż deszcz się uspokoił.

Już mieliśmy wyjeżdżać z parkingu, gdy zauważyłem drogowskaz wskazujący ciekawe miejsce turystyczne w odległości ok 1 km - Kalwarię. Mimo jeszcze padającego deszczu wychodzimy z samochodu, by ją zobaczyć. Po około 300 metrach kończy się asfaltowa ścieżka. Mamy stąd ładny widok na wzgórze Scharnfenberg z zabudowaniami kalwarii.



Zespół zabudowań powstał w połowie XVIII wieku. Tworzą go dwa kościoły - górny i dolny. Przy dolnym kościele znajduje się Golgota oraz Święte Schody z kaplicą Ecco homo.



Powyżej kręte ścieżki prowadzą do poszczególnych stacji Drogi Krzyżowej oraz do Bożego Grobu znajdującego się w obrębie kościoła górnego. Barokowe wnętrza obu kościołów zdobią bogate polichromie.



Niestety dalsza droga do kalwarii prowadziła polną drogą i po mokrych od deszczu łąkach. Nie mając odpowiedniego obuwia zrezygnowaliśmy z jej zwiedzania. Zresztą nie wiadomo, czy coś zobaczylibyśmy, bo widać było wokół kościołów rusztowania, właśnie trwała ich renowacja.

Po prawej stronie mamy widok na położone w dolinie miasto Bańską Szczawnicę. Na szczęście przestał padać deszcz, jeszcze tylko na horyzoncie widać odchodzące deszczowe chmury.



Nie o takiej pogodzie marzyliśmy w czasie zwiedzania Bańskiej Szczawnicy. Ale co zrobić. Zjeżdżając do miasta zatrzymujemy się jeszcze na stacji benzynowej. Po tankowaniu przerwa na drugie śniadanie i nagle chmury się rozchodzą. Świeci słońce. Czary jakieś, czy co ? Zaraz w lepszych humorach zjeżdżamy do miasta.

Jak wspominałem miasto leży w kilku dolinach Gór Szczawnickich. Niektóre są dość długie, jak ta, którą wjeżdżamy do miasta. Najpierw mijamy nowoczesne osiedle, następnie pojawia się starsza jego część. Szukamy miejsca, gdzie można zostawić samochód i okazuje się, że jest to niemożliwe. Wszystkie pobocza i miejsca parkingowe są zajęte i to pomimo faktu, że są płatne. Tak dojeżdżamy do centrum, następnie zawracamy i dopiero przy jednym ze sklepów nowego osiedla zostawiamy samochód. Stąd mamy do centrum jakieś dwa kilometry.

Na szczęście brzydkie domy z płyty szybko się kończą. Zaczynamy mijać wiekowe zabudowania. To one nadają miastu niezwykłego klimatu.



Nie trzeba było też długo czekać, by znaleźć pierwszy obiekt związany z dawnym wydobyciem kruszców w Bańskiej Szczawnicy. Przy niewielkim parku znajduje się wejście do sztolni dziedzicznej Glanzenberg.



Szacuje się, że pochodzi z XIV stulecia i przez stulecia ciężkiej pracy górników osiągnęła długość ok 16 km. Przez kilkaset lat była uważana za najdłuższy podziemny tunel w Europie. Jej zadaniem najpierw było odwodnienie kopalni, a następnie pełniła funkcje korytarza wentylacyjnego i technicznego. Ponieważ prowadziła kilka metrów pod główną ulicą miasta, była przez lata należycie konserwowana i umacniana. Dzisiaj jej 450 metrowy odcinek można zwiedzać z przewodnikiem.



Na archiwalnym zdjęciu powyżej widać tę sztolnię jeszcze z czasów funkcjonowania kopalni pod koniec XIX wieku. Zaraz za drzwiami sztolni znajdują się wykute w skale stopnie zwane cesarskimi. Ich nazwa przypomina o sławnych ludziach odwiedzających te podziemia, m.in cesarza Franciszka Józefa I w 1852 roku. Górnicy byli bardzo pobożni, przed wejściem do sztolni każdy zmawiał krótką modlitwę za szczęśliwy powrót u stóp żelaznego krzyża.



Kontynuujemy spacer główną ulica miasta ku jego centrum. To co można zauważyć, to wiele mijanych domów jest świeżo po remoncie. To efekt wciąż prowadzonych prac konserwatorskich możliwych dzięki przyznanym unijnym dotacjom. Co ciekawe, dotacje te miasto otrzymywało jako jedne z nielicznych w Europie jeszcze przed przystąpieniem Słowacji do Unii Europejskiej. Ocenia się, że w tym niewielkim mieście jest 360 obiektów zabytkowych istotnych dla dziedzictwa kulturowego Europy. Stąd też decyzja, by w 1993 roku wpisać Bańską Szczawnicę na listę UNESCO.

Poniżej częsty przypadek, gdy obok walącej się rudery stoi już odnowiony budynek. Tutaj nikt niczego nie burzy. Kolejne budowle są remontowane, a miasto coraz bardziej pięknieje.



W odremontowanych budynkach powstają pensjonaty, restauracje oraz obiekty użyteczności publicznej. A więc pospacerujmy i podziwiajmy.















W oddali widać już wieże kościołów w centrum miasta. Po różnicach wysokości parterów mijanych budynków można ocenić, jak stroma jest ulica, którą idziemy. Zdjęcia tego nie oddają.






Ładny zegar słoneczny na jednym z wyremontowanych budynków.



W mieście jest kilka muzeów, właśnie mijamy jedno z nich, Słowackie Muzeum Górnictwa z ekspozycją dziejów górnictwa na tym terenie i stosowanych technologii górniczych.



Widoczną boczną drogą można dojść do klasycystycznego kościoła Wniebowzięcia NMP. Wygląd kościoła jest mylący, gdyż jest to XIII wieczna, romańska budowla, która obecny kształt otrzymała po przebudowie w 1806 roku.



Mijamy ładnie odnowione kamienice. W jednej funkcjonuje hotel.






Wreszcie dochodzimy do głównego placu miasta, nad którym górują wieże kościoła św. Katarzyny oraz ratusza. Częściowo ukryty za budynkiem kościoła ratusz, swój obecny wygląd zawdzięcza XVIII wiecznej przebudowie. Na wąskiej wieży, stosunkowo wysoko umieszczono zegar z dużymi tarczami. Przy dość niskiej zabudowie okolicznych budynków pozwalało to na sprawdzanie czasu z różnych, nawet mocno oddalonych miejsc.



Gotycki kościół św. Katarzyny z XV wieku bywa nazywany słowackim, bo od 1658 roku wygłaszano w nim kazania w j. słowackim. Wnętrze jest dość skromne, wyróżnia się w nim tylko gwiaździste sklepienie, natomiast większość wystroju pochodzi z XIX wieku. Wyjątkiem są gotycka rzeźba Madonny i krucyfiks z XV wieku. Ponieważ kościół był zamknięty poniżej zamieszczam panoramę 360° jego wnętrza. Proszę kliknąć przycisk fullscreen.

 

Przy placu ratuszowym znajduje się jeszcze kościół ewangelicki. Ponieważ był wybudowany na mocy patentu tolerancyjnego Józefa II posiada skromną sylwetkę, bez wieży. Klasyczna fasadę wyróżniają dwie pary pilastrów i trójkątny tympanon. Kościół pochodzi z 1796 roku.



Ozdobą placu jest kolejna ładnie odnowiona kamienica. Wzdłuż niej, obok murów kościoła św. Katarzyny udajemy się teraz do centralnej części miasta.



Starówka Bańskiej Szczawnicy jest skupiona wokół podłużnego placu św. Trójcy, którego nazwa wzięła się od widocznej w oddali kolumny, a właściwie pomnika św. Trójcy.



To wokół tego placu znajdowały się dawne gotyckie i renesansowe rezydencje przedsiębiorców kopalnianych oraz kamienice najbogatszych mieszczan. Polecam zajrzeć do pierwszego z prawej, żółtego budynku.



Znajduje się w nim m.in. informacja turystyczna, gdzie można dostać mapę miasta i przewodniki. Można tez zwiedzić ciekawą ekspozycję ponad 400 minerałów występujących na Słowacji oraz z innych części świata. A co tutaj robi rzeźba górnika ?



Budynek skrywa jeszcze jedną atrakcję, 150 metrowy odcinek starego chodnika górniczego - sztolnię Michał. Wejście do sztolni znajduje się zaraz obok punktu informacji turystycznej na wewnętrznym dziedzińcu budynku.



Dziesięciominutowy spacer pozwala zapoznać się ze środowiskiem skalnym, typowymi metodami zbrojenia stosowanymi w górnictwie i wyglądem dawnych wózków górniczych.









Po wyjściu ze sztolni podchodzimy do monumentalnego pomnika św. Trójcy. Wykonano go w 1767 roku z czerwonego piaskowca. Na jego szczycie, na szerokim gzymsie stoją postacie Ojca, Syna i Ducha Świętego w złotych promieniach.



Poniżej mamy postać Madonny na obłoku.






W dolnej części postumentu widnieją postacie sześciu świętych patronów górników oraz obrońców przed zarazą (św. Sebastiana, św.Franciszka Xawerego, św. Barbary, św. Katarzyny, św. Józefa i św. Rocha).



Idziemy dalej po pochyłym placu. Mijamy ładnie odnowione kilkusetletnie domy.



W jednym z nich znajduje się galeria Józefa Kollara zawierająca dzieła sztuki począwszy od XV-wiecznych rzeźb po współczesne malarstwo związane z tym obszarem Słowacji.



Rzut oka do tyłu. W tle sylwetka Nowego Zamku.



Najpierw jednak chcemy zobaczyć Stary Zamek. W widocznym domu zatrzymujemy się na posiłek.



Po obiedzie dalej idziemy w górę placu, mijając kolejne ładne domy.



Jeden jest na sprzedaż, ale wymaga sporych nakładów, by w nim zamieszkać, lub urządzić pensjonat.



Następnie wchodzimy na skarpę wznoszącą się nad miastem. To na niej postawiono zamek



Idąc wzdłuż zamkowych murów mamy widok na dachy domów, które widzieliśmy spacerując wcześniej po placu św. Trójcy.



W końcu jest i brama wejściowa na zamek. Niestety, jak wszystko tego dnia zamknięte dla turystów. Tak bywa na Słowacji, jak również w sąsiednich Czechach. Tam sezon turystyczny zaczyna się od 1 maja. My byliśmy jeden dzień wcześniej, w ramach długiego weekendu majowego.



Najstarszym obiektem zamku jest były parafialny Kościół Panny Marii. Razem z sąsiednią Kaplicą Cmentarną św. Michała wybudowano go w XIII wieku jako trójnawową bazylikę romańską. W XIV wieku wokół kościoła zbudowano mur obronny i w ten sposób zaczęły powstawać fundamenty przyszłego zamku miejskiego. System obronny poszerzono później o basztę i bramę wjazdową z wieżą.



Trochę zawiedzeni schodzimy ze wzgórza zamkowego na plac ratuszowy.



Tym razem odbijamy w prawo, znów pod górę, ulicą prowadzącą w kierunku Nowego Zamku. Będąc w Bańskiej Szczawnicy trzeba się przygotować na to, że będziemy albo szli pod górę, albo odwrotnie. Nie, żebyśmy narzekali, ot taka uroda tego miasta.



Po chwili po prawej stronie pojawia się budynek dawnej dzwonnicy górniczej. Podoba mi się jej słowacka nazwa - klopačka. Wieża pełniła rolę budzika dla górników udających się do pracy w kopalni na pierwszą zmianę (szychtę). Już o godzinie wpół do trzeciej z wieży rozlegał się dźwięk pukania (klepania) w drewnianą deskę i nawoływanie do pobudki.



W dolnej części wieży od XVIII wieku znajdowało się więzienie dla górników skazanych przez sąd górniczy. Dzisiaj znajduje się tam popularna herbaciarnia, a z jej tarasu mamy ładny widok na położone niżej miasto. Tu widok na znane nam już centrum miasta



Na kolejnym zdjęciu mamy szerszy widok na dalej położony fragment miasta wraz ze wzgórzem kalwarii na horyzoncie. Widoczne za kościołem Wniebowzięcia NMP monumentalne budynki należały do słynnej w przeszłości Akademii Górniczo-Leśnej. Zaś widoczne tereny zielone pomiędzy budynkami to miejsce założonego w XIX wieku Ogrodu Botanicznego.



Jeszcze jeden widok z tarasu na pobliskie wzniesienia pokazuje, jak pięknie jest w Bańskiej Szczawnicy wiosną.



Po zejściu z tarasu idziemy w kierunku widocznej sylwetki Nowego Zamku.



Jak podaje przewodnik znajdują się w nim ciekawe ekspozycje i wystawy związane z podbojem okolicznych ziem przez Turków w XVI i XVII wieku. Od mijanej grupki turystów dowiadujemy się jednak, że zamek jest zamknięty, a na dodatek trwają jakieś prace remontowe wokół niego, utrudniające dojście. Ostatecznie rezygnujemy, chociaż do przejścia mamy jeszcze tylko 300 m. Już wcześniej zdecydowaliśmy, że kiedyś musimy jeszcze odwiedzimy Bańską Szczawnicę przy okazji jakiegoś wyjazdu weekendowego. A że tego dnia mieliśmy jeszcze do przejechania prawie 300 km, więc powoli rozpoczęliśmy spacer w kierunku samochodu.

Jakby w nagrodę, że nie mogliśmy obejrzeć obu zamków, w pewnym momencie otworzył nam się ładny widok na zabudowania Starego Zamku.



Schodząc w dół do centrum miasta mijamy kolejne odnowione domy. Ile ich ma być ? Podobno 360 ? Zobaczyliśmy pewnie niecałe 100. To tylko mówi, jaki potencjał ma ta miejscowość i jakie atrakcje czekają nas, gdy kiedyś tu wrócimy, by na spokojnie pozwiedzać cały obszar miasta i jego okolic.









Dochodzimy do budynku ratusza. Przed jego zachodnia elewacją znajduje się słup mariański z 1747 roku.



Na szczycie postać NMP,



a niżej prawdziwy tłum aniołów i postaci dziecięcych.



W okolicy kolumny znajduje się ładny mur zdobiony barwnymi płaskorzeźbami. Szkoda tylko, że nie wszystkie pola muru są w tak dobrym stanie, jak te na zdjęciach.






Znów przechodzimy obok kościoła św. Katarzyny.



Wracamy do samochodu główną ulicą Bańskiej Szczawnicy - Kammerhofską. Obiektyw aparatu wyłapuje kolejne ładne budynki.



Zaglądamy też w niektóre zaułki, gdzie również można dostrzec ciekawe domy.






Chyba ostatni z odnowionych budynków, niedaleko parkingu, gdzie zostawiliśmy samochód.



Wyróżnia go postać Piety umieszczona na ścianie budynku zwróconej do ulicy.



Gdy pod koniec XIX wieku kończą się złoża kruszców, to trzecie co do rangi miasto dawnego Królestwa Węgierskiego spada do roli prowincjonalnego miasta, zapomnianego i ukrytego pośród górskich wzniesień. Brak środków nie pozwolił na zastąpienie starej infrastruktury nowymi budynkami. I całe szczęście, że tak się stało, bo dzięki temu dzisiaj możemy cieszyć oczy obrazem miasta z przeszłości. Bardzo polecam jego odwiedzenie wszystkim, komu bliskie są takie klimaty.

Lokalizacja miasta


27 komentarzy :

  1. Ależ perełka, zupełnie mi nieznana! Widać jego bogatą i dostatnią przeszłość. Wspaniałe obiekty, klimatyczne uliczki i rzeczywiście przepiękne położenie. Trochę, jak nasz Kazimierz nad Wisłą!
    Nie dziwię się, że jest na liście UNESCO.
    To był wspaniały spacer. Wielkie dzięki! Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, chyba właśnie nasz Kazimierz nad Wisłą nawiązuje klimatem i położeniem do Bańskiej Szczawnicy. Cieszę się, że podobał ci się opis miasta. Jak zawsze w takich przypadkach zachęcam do odwiedzenia pokazanego miejsca.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Bardzo bliskie są mi właśnie takie klimaty, dlatego z wielkim zaciekawieniem przeczytałam tak dokładny opis, a fotorelacja jak zwykle po mistrzowsku i z zachowaniem najdrobniejszych detali. Urzekło mnie to klimatyczne miasteczko z przeszłości, bajeczne kamienice, spójne architektonicznie budowle - ratusz i kościół, śliczny zegar słoneczny i "wisienka na torcie" czyli widok na miasto z tarasu. Panorama pełna soczystej zieleni, w którą wkomponowane są budynki.
    To była fascynująca wycieczka. Dziękuję za profesjonalną relację.
    Ślę serdeczne pozdrowienia.
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło przeczytać takie słowa. Cieszę się, że trafiłem tą relacją w Twój gust. Miasto faktycznie urzeka i powoli myślimy o powrocie w te rejony. Przygotowując posta znalazłem jeszcze tyle ciekawostek, że pewnie dnia zabraknie, by wszystko zobaczyć.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Wkraju! Jesteś mistrzem w wyszukiwaniu ciekawych perełek, i robisz nam wszystkim smak na odwiedziny w tych miejscach:-) Już wygooglałam sobie miasteczko, co prawda od nas to pół tysiąca kilometrów, ale kto wie? nie jest to plan na jednodniową wycieczkę, ale po drodze jest tyle różności, e i kilka dni by nie wystarczyło. Mamy w pobliżu maleńką namiastkę tego, co tu pokazujesz, to Bardejów, który bardzo chętnie odwiedzamy. Tak, poznaliśmy zatrzaśnięte przed 1 majem podwoje i zamku w Humennem, i pobliskiego skansenu, skoro tak w całej Słowacji i Czechach, to wycieczki trzeba planować "po":-) Przecudna wyprawa, bogata w atrakcje, każdy znajdzie coś dla siebie; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardejów był chyba pierwszym słowackim miastem, które nas powaliło na kolana pięknem architektury i klimatem dawnych lat. Potem takie samo zauroczenie przeżyliśmy w Lewoczy, Spiskiej Sobocie, Kremnicy czy Kieżmarku. Mały kraj, a tyle w nim piękna. Ale to jednak Bańska Szczawnica chyba będzie od teraz naszym nr 1 na Słowacji. Polecam odwiedzenie.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Byłam w Bańskiej Szczawnicy 2 lata temu. Cały dzień zwiedzałam to przepiękne miasto. Nigdy nie zapomnę tego zachwytu nad nim.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też i jest się czym zachwycać. My niestety nie mięliśmy tyle czasu na zwiedzanie, dlatego planujemy powtórne odwiedziny
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Jedno z piękniejszych miejsc. Jednak współczuję mieszkańcom codziennego wspinania się i schodzenia po tych uliczkach. Bardzo ciekawa architektura i chwała tym, co podejmują się remontów, a nie wyburzania. To jedna z piękniejszych perełek architektonicznych. Dzięki za możliwość wirtualnego zobaczenia tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, rzadko spotyka się teraz tak dobrze zachowany zespół architektoniczny w prawie niezmienionej formie od kilkuset lat.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Zabytków w Bańskiej Szczawnicy - najstarszym i najbardziej znaczącym mieście górniczym Europy, w średniowieczu najważniejszym miastem górniczym Węgier - zachowało się, jak widać z twojej relacji, bardzo dużo. Pierwsze zdjęcia skojarzyły mi się z Kalwarią Zebrzydowską a kolejne wraz z opisem, ze srebrnym miastem Taxco w Meksyku.
    Czasami zastanawiam się co by było gdyby nic z dawnej architektury nie zostało...
    Bańską Szczawnicę chętnie zwiedziłabym latem, kiedy krajobraz gór i widoki z gór są najpiękniejsze.
    Pozdrawiam ciepło w poniedziałkowy ranek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też planujemy powtórne odwiedziny w któryś letni weekend. Mnogość zabytków sprawia, że nie sposób się nudzić. Miasto już trochę poznaliśmy, teraz pora poznać jego okolice.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Bardzo ciekawe miejsce na jednodniowy wypad:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można na jeden dzień, ale warto na dłużej, by zobaczyć również bardzo malownicze okolice.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Przecudna perełka,klejnocik który koniecznie chciałabym zobaczyć. Już w Notesiku Marzeń zapisałam jej nazwę. Jak zawsze doskonała relacja i zachwycające zdjęcia. W Bańskiej Szczawnicy jest wszystko to co uwielbiam: wspaniała architektura, kościoły, cudowne krajobrazy, zamki...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że lubisz takie perełki, więc pewnie niedługo odwiedzisz Bańską Szczawnicę, tym bardziej, że od Ciebie jedzie się tam coś koło czterech godzin, a więc nie jest tak daleko. Tak jak piszesz, jest tam, to wszystko, co najbardziej lubisz.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Jakie to niesprawiedliwe, że jedno miasto może mieć tyle atrakcji!
    Niezwykle ciekawe i piękne miasto, które powstało dzięki kruszcom i pomysłowości architektów, którzy stworzyli przeurocze kamieniczki, uliczki, zaułki.
    W Bańskiej Szczawnicy powstała pierwsza na świecie uczelnia techniczna- Akademia Górnicza.
    Z pewnością każdy miłośnik połączenia architektury, natury i historii będzie kontent z wizyty w Bańskiej Szczawnicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto rzeczywiście posiada dużą ilość atrakcji. Jest ich tyle, że nawet ich wszystkich nie zobaczyłem, pokazałem tylko te leżące wzdłuż głównego traktu miejskiego. I całkowicie się zgadzam z Twoim ostatnim zdaniem.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  10. Słowacja niby tak blisko a jednak miasteczka są inne. Wspaniałe zabytkowe miasteczko. Serdeczne pozdrowienia znad sztalug malarskich przesyła Krysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym małym kraju jest wiele takich kameralnych, uroczych miasteczek. Polecam je zobaczyć. Poza tym Słowacja to kraj wielu atrakcji krajobrazowych. Naprawdę kraj warty odwiedzin.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  11. Nie byłem, nie znam, żałuję... Do nadrobienia koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz daleko, polecam odwiedziny w tym mieście.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  12. Trochę blisko, trochę daleko, ale będę myślał bo warto. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwsze zdjęcie coś ma takiego w sobie że co chwilę do niego wracam. Nie wiem o co chodzi ale możliwe, że patrząc na tę panującą od kilku dni szarugę i deszczową pogodę jestem bardzo spragniona zieleni. Fajnie, że poprawiła się pogoda bo to miasteczko jest naprawdę śliczne. Bardzo podoba mi się architektura i ciekawie zdobione fasady kamienic. I ten zegar słoneczny na jednej z nich. Nawet te zaniedbane budynki mi się podobają bo ja to jestem taka, że nawet odpadający cynk potrafi mnie zachwycić.
    Naprawdę z chęcią bym się tam wybrała bo Bańska Szczawnica wydaje się mieć klimat, który bardzo lubię a Twoje zdjęcia naprawdę świetnie oddają jej urok. Lubię taką kolorystykę w fotografii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mięliśmy sporo szczęścia, był moment, że zastanawialiśmy się, czy nie odpuścić sobie zwiedzania miasta w tak brzydką pogodę, a potem nagle stał się cud. Chmury się rozstąpiły i wyjrzało słońce. To właśnie wiosenne słońce i świeża zieleń sprawiły , że zdjęcia nabrały takiego kolorytu. Sądząc z komentarza, byłabyś zauroczona tym miastem i jego okolicą, dlatego bardzo namawiam do odwiedzenia Bańskiej Szczawnicy.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  14. Łał, uwielbiam takie perełki. Tyle wspaniałych zabytków, no i ten klimat. Poszwendać się uliczkami w takim mieście, to na pewno wielka przyjemność. Muszę sprawdzić ile godzin się jedzie samochodem z mojego miasta do Bańskiej Szczawnicy.
    Dziękuję za wspaniałą wycieczkę.:)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne miejsce :) Ja w tym roku wybieram się do Zakopanego, pierwszy raz z dziećmi

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię o przedstawionym miejscu..

Obserwatorzy

Szukaj na tym blogu