Jeśli szukacie na Majorce miejsca, które wygląda jak wyjęte z romantycznego
filmu, Waszym celem musi stać się Son Marroig. Choć masowa turystyka często je
pomija na rzecz zatłoczonych plaż, to właśnie tutaj bije artystyczne i
romantyczne serce wyspy. Położona na zachodnim, klifowym wybrzeżu posiadłość Son
Marroig oferuje widoki, które na zawsze zapadają w pamięć. Posiadłość pierwotnie
funkcjonowała jako dworek obronny z XVI-wieczną wieżą, która miała chronić
mieszkańców przed najazdami piratów.

Prawdziwy rozkwit miejsca nastąpił jednak w XIX wieku, kiedy posiadłość zakupił arcyksiążę Ludwik Salwator Habsburg. Austriacki arystokrata zakochał się w Majorce, stał się jej wielkim orędownikiem i prekursorem ochrony lokalnej przyrody. Wykupił liczne ziemie na wybrzeżu Serra de Tramuntana, aby uchronić je przed zniszczeniem. Dziś wewnątrz dworku mieści się muzeum (La Casa Museo de Son Marroig) poświęcone jego pamięci, gdzie można podziwiać stare księgi, mapy, historyczne meble, obrazy oraz osobiste pamiątki arcyksięcia.


Jednym z najbardziej surowych i klimatycznych pomieszczeń jest sypialnia znajdująca się wewnątrz XVI-wiecznej, kwadratowej wieży obronnej. Jej centralnym punktem jest monumentalne, rzeźbione łoże z baldachimem z XVIII wieku. Z miejscem tym wiąże się mroczna lokalna legenda: to właśnie z tej wieży piraci uprowadzili młodą kobietę, co uznaje się za ostatnie porwanie korsarskie w historii wyspy.

Idziemy teraz na piętro budynku, gdzie znajdują się salon i jadalnia. Salon najlepiej oddaje charakter właściciela, który był zapalonym podróżnikiem, etnografem i badaczem przyrody Balearów. W gablotach i na stołach z epoki wystawiono autentyczne odręczne notatniki arcyksięcia, historyczne mapy morskie oraz oryginalne szkice i ryciny. Ściany salonu zdobią dzieła malarskie – to bogata kolekcja pejzaży pędzla cenionych, lokalnych artystów, takich jak Antoni Ribas Oliver czy Joan Bauçà, którzy uwieczniali surowe piękno pasma Serra de Tramuntana.

Podczas swoich licznych podróży morskich na pokładzie jachtu Nixe II, Ludwik Salwator zbierał antyki i rzemiosło z całego basenu Morza Śródziemnego. W wystawionych gablotach możemy zobaczyć imponującą kolekcję ceramiki greckiej, rzymskiej oraz fenickiej i hiszpańsko-arabskiej.

Kącik z portretami Ludwika Salwatora oraz odwiedzających go gości.

Co ciekawe, w posiadłości jako gość arcyksięcia wielokrotnie bywała jego bliska krewna – słynna cesarzowa Austrii, Sisi.

Przechodzimy teraz do jadalni. Wnętrze pozwala wyobrazić sobie, jak wyglądało codzienne życie w posiadłości. Pomieszczenie charakteryzuje się surowym, ale eleganckim stylem balearskim z odsłoniętymi drewnianymi belkami stropowymi oraz ciężkimi, ciemnymi meblami z litego drewna. Na środku stoi oryginalny, długi stół jadalny otoczony klasycznymi krzesłami z siedziskami z plecionej trawy (meblo de s'ula), typowymi dla majorkańskich domów szlacheckich.

W rogu jadalni znajduje się niewielki kącik wypoczynkowy.

Na mapie zaznaczono miejsca, które odwiedził w czasie podróży swoim jachtem arcyksiążę Ludwik Salwator.

Archiwalne zdjęcie jachtu (z napędem parowym) Nixe II

Wspomniałem o pięknych widokach. Wystarczy wyjść z jadalni na taras by je zobaczyć. Przed sobą mamy wspaniały widok na marmurową rotundę.

Podchodząc bliżej balustrady możemy w pełni docenić piękno tego miejsca. To ujęcie często znajduje się na pocztówkach z Majorki. Stojąca na skraju urwiska biała rotunda ostro kontrastuje z głębokim błękitem Morza Śródziemnego. Jest to na pewno jedno z najpiękniejszych miejsc na Majorce.

Nie tylko rotunda tutaj pięknie wygląda. Cała linia brzegowa z wysokimi klifami i roślinnością, to wyjątkowe miejsce na Majorce, które zachowało pierwotny wygląd dzięki wysiłkom arcyksięcia Ludwika Salwatora.

Po zwiedzeniu wnętrz posiadłości pozostał nam jeszcze spacer po otaczających ją ogrodach. Nie przypominają idealnie przyciętych, symetrycznych parków w stylu francuskim. Arcyksiążę Ludwik Salwator był prekursorem ekologii i chciał, aby architektura ogrodowa płynnie współgrała z surowym krajobrazem gór Serra de Tramuntana.

Ogrody zostały wkomponowane w strome zbocze klifu i ułożone kaskadowo. Spaceruje się tu po kamiennych, wielopoziomowych tarasach. Ścieżki otaczają wiekowe, sękate drzewa oliwne, wysokie palmy daktylowe oraz zapachowe zarośla makii, które idealnie znoszą silne, morskie wiatry.


Po raz kolejny, tym razem z bliska, możemy zobaczyć wykonaną z białego marmuru z Carrary rotundę.

Myśleliście kiedyś o romantycznym ślubie ? Son Marroig wydaje się idealnym miejscem na taką uroczystość. Cena - może nie będę pisał, ale jak ktoś wygrał w Lotto, to mu wystarczy.

Akurat w czasie naszej wizyty trwały przygotowania do takiej uroczystości. Mieliśmy szczęście, bo już po południu nie moglibyśmy zwiedzić tego miejsca.

Przemierzając zacienione alejki, co chwilę natkniesz się na ukryte elementy małej architektury, które arcyksiążę sprowadzał ze swoich podróży po Włoszech i Grecji. W centralnej części ogrodów znajdziesz antyczne, kamienne posągi, ozdobne wazy oraz niewielkie zbiorniki wodne. Najbardziej urokliwa jest kamienna fontanna z sadzawką, w której odbijają się korony drzew. Woda spływająca po obrośniętych mchem kamieniach wprowadza do ogrodu kojący mikroklimat.

Bardzo przyjemnie spędziliśmy czas w posiadłości Son Marroig, ale w tym dniu mieliśmy zaplanowane jeszcze dwa cele wycieczkowe, więc przyszła pora, by jechać dalej.


Zanim jednak opuściliśmy to miejsce udaliśmy się jeszcze na pobliski punkt widokowy. Patrząc w dół naszym oczom ukazał się charakterystyczny, wąski język lądu wcinający się w wodę. To półwysep Sa Foradada (co w języku katalońskim oznacza „przebita skała”). Natura wyżłobiła w nim gigantyczny, 18-metrowy otwór, przez który przy sprzyjającym świetle widowiskowo przebijają się promienie słońca.

Był czas, gdy otwór w skale służył piratom jako punkt orientacyjny.

Czy istnieje na Majorce miejsce idealne ? Myślę, że jednym z nich może być Son Marroig, gdzie surowy majestat gór Serra de Tramuntana spotyka się z nieskończonym błękitem Morza Śródziemnego, a powietrze pachnie oliwkami.

Niezależnie od tego, czy planujecie tu spektakularny ślub za kilkadziesiąt tysięcy euro, czy po prostu chcecie kupić bilet za 4 euro i spędzić najbardziej magiczną godzinę swoich wakacji – Son Marroig trzeba zobaczyć na własne oczy. Żadne zdjęcie nie oddaje w pełni przestrzeni i potęgi tego miejsca.
Lokalizacja miejsca

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz
Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Będzie mi miło przeczytać Twoją opinię o przedstawionym miejscu..